-Jak to zniknął?
-No tak po prostu. Nie ma go nigdzie.
-A samochód?
-Też nie ma.
Po chwili zobaczyłam wychodzącego zza zakrętu Liama.
-Jak to nie ma?-zapytał cicho.
-No po prostu nie zostawił żadnej informacji, wskazówki. Nic. Zero znaku życia.
-Nie ma samochodu...Chodż ze mną.
-Gdzie?
-Zobaczysz.
Liam złapał mnie za nadgarstek i poszliśmy w znanym mi już kierunku. Szliśmy w stronę jego domu.
-Czemu tam?
-A chcesz go znaleźć? To wsiadaj kochana-uśmiechnął się przyjaźnie i otworzył mi drzwi.
W sumie to nie wiedziałam gdzie jedziemy. Zdałam się na niego, bo wyglądał na mądrego człowieka. Zaniepokiłam się, gdy zobaczyłam gdzie mój znajomy parkuje wóz.
-Czemu tutaj...?
-Chcę coś sprawdzić.-powiedział i wyszedł zostawiając mnie w aucie.
Wyszedłem z auta i poszedłem w stronę szpitala. Musiałem się upewnić, że z Harry'm wszystko w porządku i nie ma go tutaj. Już od progu przywitała mnie przemiła pielęgniarka.
-Dzień dobry pan do kogo?-uśmiechnęła się
-Do nikogo. Chciałbym się tylko dowiedzieć, czy nie leży tu może Harry Styles?
-Już patrzę...Nie nikogo takiego tutaj nie ma.
-A da radę pani sprawdzić, czy ktoś taki leży w którymś z innych szpitali?
-Oczywiście już wysyłam wiadomość do innych placówek.
-Dziękuję pani.
-Ale chwilę to potrwa, bo jest ich dużo, tak samo jak pacjantów w każdym z nich.
-Dobrze to ja na chwile pójdę do auta i zaraz wrócę.
-Nie ma problemu.
Wyszedłem z budynku i zaniepokoił mnie pusty samochód i otwarte na ościerz drzwi. Podbiegłem szybko.
W aucie było czysto. Nie wyglądało na to, żeby ktoś porwał Louise. Mimo to z każdą sekundą bałem się coraz bardziej. Schyliłem się do środka i jedyne co tam zauważyłem to telefon komórkowy z tego, co wiedziałem należący do dziewczyny. Wziąłem go do ręki i odblokowałem, ale pech chciał, że telefon się rozładował i wyłączył gdy chciałem wejść w kontakty.
-Wybacz, ale to chyba moje-usłyszałem i po chwili nie miałem juz telefonu w ręku.
-Ale jak? Co? Gdzie? Ty?
-Każdy kiedyś musi skorzystać z toalety nie prawdaż?-zaśmiała się
-No fakt-przeczesałem włosy palcami-Przepraszam.
-Nie szkodzi. I co wiesz już coś?
-Wiem tylko tyle, że nie ma go w tym szpitalu.
-A reszta? Przecież szpitali w Londynie jest mnóstwo...
-No właśnie w tym rzecz.
-To co jedziemy dalej?-zapytała niepewnie
-Nie. Zostaniemy, bo poprosiłem pielęgniarkę, aby sprawdziła spis wszystkich szpitali.
-Dzięki Ci dobry człowieku! Nie zniosłabym takie podróży...
-Wiem dlatego zaraz się dowiemy gdzie ewentualnie będziemy jechać-zaakcentował słowo ewentualnie.
Martwiłam się. I to bardzo... Nie wiedziałam czy coś mu jest a może coś mu grozi. On myśli, że mnie porwali. Nie wie, że uciekłam. Aż się boję myśleć co jest on w stanie zrobić, żeby mnie odnaleźć całą i zdrową. Przecież nie raz mnie o tym zapewniał.
-Wiesz może ja już pójdę zobaczyć czy doszły wyniki.
-Ide z Tobą-stanęłam naprzeciwko niego
-Chce Ci się?
-Przecież to kawałek. Stąd widzę wejście.
-No dobra chodź.
Poszliśmy. Liam szedł szybko i zdecydowanie, a ja musiałam mu dotrzymywać kroku mimo, że nie było to łatwe. Weszliśmy do budynku i podeszliśmy do rejestracji.
-Przyszły już spisy ze szpitali?
-Tak przed chwilą je otrzymałam.
-I co?
-Proszę państwa w jednym ze szpitali odnaleziono pacjenta o nazwisku Styles.
-O nie...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz