niedziela, 4 sierpnia 2013

Rozdział 8

-Liam...-powiedziałam zaraz po przebudzeniu
-Co się stało?
-Odprowadzisz mnie?-zapytałam niepewnie
-Już teraz?-zaśmiał się
-Nie. Za jakiś czas. Tylko, czy pójdziesz ze mną, bo boję się, ze któryś z nich czeka na mnie gdzieś po drodze...
-Oczywiście. Nie ma problemu.A pamiętasz adres?
-Eeemm nie za bardzo...
-Jeżeli Harry mieszka tam, gdzie zawsze to wiem gdzie mamy iść, ale pewnie do tej pory często zmieniał adres.
-Rzecz w tym, ze ani razu się nie przeprowadzał. A poza tym teraz jesteśmy w motelu.
-Wow dobry jest. Mhm okej.


Podziwiałem go. Mieć tyle kłopotów a cały czas mieszkać w miejscu, w którym zawsze mogą Cię znależź.
-No wiem wiem-odpowiedziała Louise i zauważyłem, że pogrąża się w zamyśleniu.
-A tak w ogóle jak wy się poznaliście?
-Chodzimy razem do klasy. A w sumie to chodziliśmy, bo od jakiegoś czasu tam nie bywamy.
-To nie dobrze. Pewnie martwią się o was.
-Eeem nie sądze.
-Czemu?
-Uciekliśmy w czasie lekcji...-zamruczała
-No ładnie ładnie.
-Ej no nie czepiaj się to wszystko było przypadkiem.
-To wszystko czyli?
-Bo miałam udawać omdlenie a zemdlałam naprawdę, a on zabrał mnie do domu a nie do pielęgniarki.
-Wiesz...urzekłaś mnie tą historią.
-Jak urzekłam...?
-Ekhm nieważne...Może chcesz coś na śniadanie?
-Nie. Chcę wiedzieć czym Cię urzekłam.
-Lepiej zjedz śniadanie.
-Nie! Czym Cię urzekła moja historia.
No nie...Zaczęło się...-pomyślałem. Ale to moja wina. Z kobietami się nie zaczyna.



-Zayn obudź się! Trzeba coś wymyśleć.-powiedziałem ściągając kołdrę z kumpla
-Och...Jeszcze 10 minut mam...-zamruczał zaspany
-Żadna mamo. To ja Harry. Wstawaj no!
-5 minut mi daj
-Okej liczę do pięciu i oblewam Cię wodą.
-Mhm-usłyszałem tylko.
-5...4...3...2...
I w tym momencie zerwał się jak oparzony. Być może dlatego, że usłyszał plusk wody, którą nalewałem do miski. Tak to nie był żart. Jeśli by nie wstał, to bym go oblał. No co? Musiałem jakoś w tej kwestii zareagować.
-Więcej nie dam się namawiać na nocne spacery-narzekał Zayn
-Ja Cię nie namawiałem sam chciałeś iść na kawę.
-Okej, ale następnym razem ide spać w swoim domu a plan wymyślasz Ty, a później mi wszystko opowiadasz, a ja wniosę ewentualne poprawki.-powiedział


-Nie-usłyszałem krótkie.
-No ale stary..daj mi żyć-namawiałem
-A ja jak mam żyć? Bez niej obok? Wiesz jaką ja pustkę czuję jak jej nie ma?
-No nie wiem...-powiedziałem przeciągle
-To dobrze. Uwierz mi. Wręcz świetnie.

Nie wiedziałem co mam teraz myśleć. Stałem tak na środku pokoju i patrzyłem na niego.
Na początku nie rozumiałem jego toku myślenia, ale...przypomniałem sobie o niej. Perrie.
Ech... Gdyby ona nagle została porwana to chyba bym ze złości wydrapał dziurę w ścianie.
-Ej stary będzie dobrze-poklepałem go przyjaźnie po plecach
-Będzie. Kiedy ją odzyskam. Będę mógł ją przytulić. Poczuć ciepło jej ciała. Teraz tak nie mogę rozumiesz?!
Krzyczał już. Był bardzo zdenerwowany. Ale widziałem w jego oczach ten błysk. Zakochał się. I to na zabój.
-Oj stary ale wpadłeś.
-Gdzie?
-W miłość mój drogi. W miłość-zaśmiałem się i poszedłem w stronę łazienki zostawiając go samego z tą świadomością.


-Mmmm bardzo smaczne. Co to?-zapytałem
-To tylko omlet mojej roboty.
-Lepszego w życiu nie jadłem.
-Bardzo dziękuję, ale nic by nie wyszło gdyby nie przepis na Twojej lodówce-zaśmiałam się popijając herbatę.
-Ale wiedz, że jest pyszny.
-A więc powiesz mi w końcu o co chodziło z tą poruszającą historią?
-A muszę...?
-Musisz/
-Ech...No dobra.
Opowiedziałem jak chciała. Ale przecież ostrzegałem...
-Nic więcej Ci nie powiem-próbowała udawać obrażona, ale nie wychodziło jej to.
-Nie musisz.
-Hmm
-To Hm.
-Zaprowadź mnie.
-Gdzie?
-No do motelu. Ech no dobra zbieraj się.


Droga minęła nam szybko.Cały czas o czymś gadaliśmy. Dowiedziałam się, ze Liam ma dziewczynę Danielle i podobno świetnie tańczy. No motelu brakowało nam niewiele.
-Dobrze tutaj sobie już poradzisz ja zawracam. Trzymaj się.-przytulił mnie.
-Dobrze do zobaczenia.
-W razie czego masz mój numer. Dzwoń jakbyś miała problem.

I teraz się rozstaliśmy. Poszłam do budynku. Podeszłam do recepcji odebrałam swój klucz i poszłam na górę. O dziwo był on pusty. Wybiegłam na dwór, a auta Harry'ego nie było. Szybko wzięłam telefon i wykręciłam numer Liam'a.
-Liam możesz wrócić? Harry zniknął...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz