Szedłem ciemną uliczką w środku nocy. Brzydziłem się samego siebie, bo pozwoliłem mu aby zabrał Louise. Moją Louise.
Ale zdziwiły mnie jego słowa. Pewnie się jeszcze zobaczycie. Co one mogły znaczyć? Porwali ją tylko żeby wyciągnąć z niej jakieś informacje? Chce się czegoś dowiedzieć i myśli, że ona coś wie?
Nie mam pojęcia co Will knuje, ale muszę coś z tym zrobić. Muszę zadzwonić do Zayn'a. Może to nie jest odpowiednia pora, ale muszę zadzwonić.
Jeden sygnał drugi trzeci.
-Halo?-usłyszałem w słuchawce zaspany głos przyjaciela.
-Zayn? Tu Harry.
-Stary wiesz, która jest godzina?
-No dość wcześnie.
-Powiem Ci 4.27. Nie za wcześnie na telefoniczne pogawędki?
-Nie dzwonię, żeby pogawędzić
-To po co?
-Miałem do Ciebie przyjechać z Lou. I obawiam się, że zmienimy plany.
-Czemu?
-Porwali Lou.
-Co?! Jak to? Kiedy? Gdzie Ty wtedy byłeś? Albo czekaj nie odpowiada.j Gdzie jesteś? Zaraz będę.
Szybko podałem miejsce, w którym znajdował się motel i rozłączyłem się. Usiadłem na ławce przed budynkiem i czekałem na Zayn'a. Minęło 15 minut a on był na miejscu.
-No to teraz się tlumacz.-powiedział spokojnie po czym wybuchnął- Jak to porwali Lou? Kiedy? Gdzie Ty wtedy byłeś?
-Porwał ją jeden z wspólników Will'a. Było to jakąś godzinę temu. Gdzie byłem? Stałem obok i patrzyłem...
-Jak to patrzyłeś?
-Nie chciałem, żeby coś jej zrobił. Teraz wymyślimy plan odbicia jej.
-Wymyślimy? Razem?
-Tak razem.
-No dobra, ale wiedz, że jak się mnie budzi o 4.30
-Dokładnie to 27-przerwałem mu a on zaśmiał się
-Nie ważne. Jak się mnie budzi wcześnie to nie pracuje mi mózg.
-Chyba, że...?-wiedziałem, ze jest w tym haczyk
-Chyba, że postawi mi się dobrą kawę-powiedział szeroko uśmiechnięty.
-Dobra chodźmy. Niedaleko jest otwarta kawiarnia.
Nie wiedziałam jaki ma zamiar wobec mnie. Bałam się i to bardzo. Siedziałam na motorze i nie wiedziałam co mam zrobić. Starałam się wymyślić jakiś plan, ale nie za bardzo mi to wychodziło.
W końcu coś wpadło mi do głowy. O tej godzinie nikt nie jeździł po ulicy, więc to mogło się udać.
Uznałam, że raz się żyje i zaczęłam wcielać swój plan w życie. Delikatnie podniosłam się z siedzenia i po prostu zeskoczyłam z pojazdu łapiąc przy tym pistolet, który porywacz miał w tylnej kieszeni. A tak w ogóle to kto trzyma pistolet w kieszeni...?Mniejsza o to.
Myślę, że zeskoczyłam w dobrym momencie, bo chwilę później w motor, którym jechałam z ogromną siłą wpadł samochód. Myślę, że tamten facet zginął na miejscu. Nie wiem nie przyglądałam się. Schowałam pistolet i poszłam w kierunku miejsca, w którym mnie porwano. Nie powiem trochę kulałam na jedną nogę, bo przecież zeskok z jadącego motoru to nie skok z krawężnika na trawnik...
Ale żyje się dalej. Muszę uciec, bo gdyby się okazało, że ten facet nie zginął byłoby ze mną źle.
Bardzo się teraz bałam. Szłam jak najszybciej mogłam.
-Hej coś nie tak?-usłyszałam i odwróciłam się.
-Może być-powiedziałam i chciałam iść dalej, ale ta osoba mnie zatrzymała
-Widzę, ze kulejesz co się stało?
-Widzisz tamto miejsce? Siedziałam przed chwilą na tym motorze. Zeskoczyłam. Uratowałam się.
-Wow gratulacje. Jestem Liam a Ty?
-Louise miło mi.
-Kim był tamten facet?
-Nie mam pojęcia. Porwał mnie.-powiedziałam i ugryzłam się w język.
-Mhmm-powiedział chłopak i lekko się zmieszał-Może chodźmy do mnie? Odpoczniesz trochę napijesz gorącej herbaty?
-No nie wiem nie znam Cię...
-Poznasz. Nie daj sie prosić tylko chodź. Nie jesteś tu bezpieczna.
Zaskoczyło mnie to. Czy on coś wiedział? Znał Harry'ego? To nie czas na takie pytania. Skoro mówi, ze nie jestem bezpieczna lepiej go posłucham i pójdę z nim.
Szłam koło niego, ale jednak zachowywałam bezpieczną odległość. Nie byłam pewna co do niego. Bałam się, ze może to być ktoś od Will'a...
Szliśmy powoli. Słońce już wschodziło. Dobrze, że czasami budzę się rano z potrzebą wyjścia na spacer. O ile ranem to można nazwać...Może lepiej świt.
Ta dziewczyna bardzo mnie zaciekawiła. Kiedyś kumplowałem się z jednym gościem miał chyba na imię Harry. Niestety nasz kontakt urwał się po jednej z imprez, na którą zabrał tam Van-swoją dziewczynę. Od tamtej pory nie wiedziałem co się z nim działo.
Czasami dochodziły mnie słuchy, że coś zniszczył. Zawsze się śmiałem z takich wiadomości, bo on zawsze coś niszczył albo psuł.
Pewnego razy doszły mnie słuchy, że ma nową dziewczynę. Podobno ma na imię Louise. Własnie dlatego tak bardzo mnie zainteresowała mnie ta osoba. I jeszcze motyw porwania. Nic tylko skojarzyć z Harrym...
Poszliśmy do jego domu. Wszystko było ładnie poukładane. Wszystko miało swoje miejsce i na nim leżało. Podobało mi się wnętrze tego domu.
-Napijesz się herbaty?
-Mogę się napić.
-To już robię. Rozgość się.
-Dziękuję-odpowiedziałam i weszłam do salonu.
Spojrzałam na ścianę pełną zdjęć. Miałam wrażenie, że jest to jego rodzina i przyjaciele.
Jedno zdjęcie zaciekawiło mnie szczególnie. Stał on tam z chłopakiem łudząco podobnym do Harry'ego. Czy to możliwe, że to był on? Nie mam zielonego pojęcia.
Liam przyszedł z kuchni z herbatą. Była pyszna malinowa. Siedzieliśmy w ciszy a ja dalej oglądałam zdjęcia. W pewnym momencie usłyszałam głos za sobą.
-Na tym zdjęciu jestem ja z Nicole moją siostrą. A na tamtym z Ruth drugą siostrą.
-A tu pewnie z rodzicami-uśmiechnęłam się
-Tak z rodzicami-zaśmiał się.
Długo siedzieliśmy w ciszy.
Siedzieliśmy na kanapie. Wpatrywałam się w niego intensywnie, aż odwrócił wzrok w moim kierunku. Zmieszałam się i uchyliłam usta, żeby zapytać o to zdjęcie z loczkiem, ale powstrzymałam się.
-O co chodzi?-zapytał bez namysłu i przyglądał mi się uważnie. Wiedział, ze coś nie daje mi spokoju. Wyczuł to.
-Eeeemm...-chciałam coś szybko wymyślić, ale mistrzem w tym to nie byłam-Nic.
-Widzę, ze coś Cię gryzie. O co chodzi?
-No, bo na ścianie jest jedno zdjęcie z chłopakiem w loczkach. Kto to?
-To mój stary kumpel Harry.
-A jak ma na nazwisko?-byłam bardzo ciekawa.
-Ojejku. Żebym to ja pamiętał...Chyba Styles czy coś takiego...
-O matko-zakryłam usta ręką.
-Co się stało?
-Wy się znacie...
-Kto się zna?
Nie odpowiedziałam mu na to pytanie. Wzięłam swój kubek z herbatą i wyszłam szybkim krokiem na balkon, ale automatycznie z niego wróciłam. No tak lęk wysokości robi swoje.
Zeszłam na dół po schodach i weszłam do ogrodu. Za swój cel upatrzyłam sobie dużą ławkę i usiadłam na niej. Chwilę później zbiegł Liam i usiadł obok mnie.
-Co się stało? Kto kogo zna? Wytłumaczysz mi to?
-Tak chodzi o mojego chłopaka Harry'ego...
-To Twój chłopak?
-Tak.
-Tak myślałem. Słyszałem, ze spotyka się z jakąś Louise, ale nie miałem pewności, że to Ty.
-To teraz już masz-uśmiechnęłam się.-Mogę się u Ciebie zdrzemnąć? To była wyczerpująca noc...
-Tak jasne chodź ze mną.-zaprowadził mnie do dużego pokoju i pościelił mi łózko. Było bardzo wygodne i ciepłe. Zaplanowąłam sobie, że prześpię się trochę u niego a zaraz po tym jak się obudzę poproszę go o odwiezienie do motelu. Zasypiałam z nadzieją, że Harry jeszcze tam będzie.
Siedziałem smutno patrząc w okno w kawiarni co chwilę popijając łyk kawy. Martwiłem się. Nie wiedziałam co się z nią teraz dzieje, ani gdzie jest. To była moja wina. Mogłem ją wtedy zabrać ze sobą. A teraz co? Siedzi pewnie u Will'a. Aż się boje myśleć co on jej zrobi...
-Dobra chodźmy już, bo zaraz tu zaśniesz. Położysz się na trochę spać w motelu a jak wstaniemy to zobaczymy co da się zrobić.
Bez słowa wstałem z miejsca i poszedłem za przyjacielem. Wszedłem do swojego pokoju i spojrzałem na łóżko, w który jeszcze 2 godziny temu leżałem z ukochaną. Do oczu naszły mi łzy, ale musiałem być silny. Położyłem się i zasnąłem w głowie układając swój mały plan.
_______________________________________________________________________________
No to by było na tyle. Wybaczcie, że nic długo nie dodawałam, ale mnie nie było przez 3 tygodnie a za dwa tygodnie znowu wyjeżdżam i znowu nie będę mogła pisać... Mnie samą dobija ta myśl, ale cóż żyje się dalej... Mam nadzieję, ze wam się podoba. Kocham was :*
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz