poniedziałek, 30 września 2013

Rozdział 9

-Jak to zniknął?
-No tak po prostu. Nie ma go nigdzie.
-A samochód?
-Też nie ma.
Po chwili zobaczyłam wychodzącego zza zakrętu Liama.
-Jak to nie ma?-zapytał cicho.
-No po prostu nie zostawił żadnej informacji, wskazówki. Nic. Zero znaku życia.
-Nie ma samochodu...Chodż ze mną.
-Gdzie?
-Zobaczysz.
Liam złapał mnie za nadgarstek i poszliśmy w znanym mi już kierunku. Szliśmy w stronę jego domu.
-Czemu tam?
-A chcesz go znaleźć? To wsiadaj kochana-uśmiechnął się przyjaźnie i otworzył mi drzwi.
W sumie to nie wiedziałam gdzie jedziemy. Zdałam się na niego, bo wyglądał na mądrego człowieka. Zaniepokiłam się, gdy zobaczyłam gdzie mój znajomy parkuje wóz.
-Czemu tutaj...?
-Chcę coś sprawdzić.-powiedział i wyszedł zostawiając mnie w aucie.


Wyszedłem z auta i poszedłem w stronę szpitala. Musiałem się upewnić, że z Harry'm wszystko w porządku i nie ma go tutaj. Już od progu przywitała mnie przemiła pielęgniarka.
-Dzień dobry pan do kogo?-uśmiechnęła się
-Do nikogo. Chciałbym się tylko dowiedzieć, czy nie leży tu może Harry Styles?
-Już patrzę...Nie nikogo takiego tutaj nie ma.
-A da radę pani sprawdzić, czy ktoś taki leży w którymś z innych szpitali?
-Oczywiście już wysyłam wiadomość do innych placówek.
-Dziękuję pani.
-Ale chwilę to potrwa, bo jest ich dużo, tak samo jak pacjantów w każdym z nich.
-Dobrze to ja na chwile pójdę do auta i zaraz wrócę.
-Nie ma problemu.
Wyszedłem z budynku i zaniepokoił mnie pusty samochód i otwarte na ościerz drzwi. Podbiegłem szybko.
W aucie było czysto. Nie wyglądało na to, żeby ktoś porwał Louise. Mimo to z każdą sekundą bałem się coraz bardziej. Schyliłem się do środka i jedyne co tam zauważyłem to telefon komórkowy z tego, co wiedziałem należący do dziewczyny. Wziąłem go do ręki i odblokowałem, ale pech chciał, że telefon się rozładował i wyłączył gdy chciałem wejść w kontakty.
-Wybacz, ale to chyba moje-usłyszałem i po chwili nie miałem juz telefonu w ręku.
-Ale jak? Co? Gdzie? Ty?
-Każdy kiedyś musi skorzystać z toalety nie prawdaż?-zaśmiała się
-No fakt-przeczesałem włosy palcami-Przepraszam.
-Nie szkodzi. I co wiesz już coś?
-Wiem tylko tyle, że nie ma go w tym szpitalu.
-A reszta? Przecież szpitali w Londynie jest mnóstwo...
-No właśnie w tym rzecz.
-To co jedziemy dalej?-zapytała niepewnie
-Nie. Zostaniemy, bo poprosiłem pielęgniarkę, aby sprawdziła spis wszystkich szpitali.
-Dzięki Ci dobry człowieku! Nie zniosłabym takie podróży...


-Wiem dlatego zaraz się dowiemy gdzie ewentualnie będziemy jechać-zaakcentował słowo ewentualnie.
Martwiłam się. I to bardzo... Nie wiedziałam czy coś mu jest a może coś mu grozi. On myśli, że mnie porwali. Nie wie, że uciekłam. Aż się boję myśleć co jest on w stanie zrobić, żeby mnie odnaleźć całą i zdrową. Przecież nie raz mnie o tym zapewniał.
-Wiesz może ja już pójdę zobaczyć czy doszły wyniki.
-Ide z Tobą-stanęłam naprzeciwko niego
-Chce Ci się?
-Przecież to kawałek. Stąd widzę wejście.
-No dobra chodź.
Poszliśmy. Liam szedł szybko i zdecydowanie, a ja musiałam mu dotrzymywać kroku mimo, że nie było to łatwe. Weszliśmy do budynku i podeszliśmy do rejestracji.
-Przyszły już spisy ze szpitali?
-Tak przed chwilą je otrzymałam.
-I co?
-Proszę państwa w jednym ze szpitali odnaleziono pacjenta o nazwisku Styles.
-O nie...

niedziela, 4 sierpnia 2013

Rozdział 8

-Liam...-powiedziałam zaraz po przebudzeniu
-Co się stało?
-Odprowadzisz mnie?-zapytałam niepewnie
-Już teraz?-zaśmiał się
-Nie. Za jakiś czas. Tylko, czy pójdziesz ze mną, bo boję się, ze któryś z nich czeka na mnie gdzieś po drodze...
-Oczywiście. Nie ma problemu.A pamiętasz adres?
-Eeemm nie za bardzo...
-Jeżeli Harry mieszka tam, gdzie zawsze to wiem gdzie mamy iść, ale pewnie do tej pory często zmieniał adres.
-Rzecz w tym, ze ani razu się nie przeprowadzał. A poza tym teraz jesteśmy w motelu.
-Wow dobry jest. Mhm okej.


Podziwiałem go. Mieć tyle kłopotów a cały czas mieszkać w miejscu, w którym zawsze mogą Cię znależź.
-No wiem wiem-odpowiedziała Louise i zauważyłem, że pogrąża się w zamyśleniu.
-A tak w ogóle jak wy się poznaliście?
-Chodzimy razem do klasy. A w sumie to chodziliśmy, bo od jakiegoś czasu tam nie bywamy.
-To nie dobrze. Pewnie martwią się o was.
-Eeem nie sądze.
-Czemu?
-Uciekliśmy w czasie lekcji...-zamruczała
-No ładnie ładnie.
-Ej no nie czepiaj się to wszystko było przypadkiem.
-To wszystko czyli?
-Bo miałam udawać omdlenie a zemdlałam naprawdę, a on zabrał mnie do domu a nie do pielęgniarki.
-Wiesz...urzekłaś mnie tą historią.
-Jak urzekłam...?
-Ekhm nieważne...Może chcesz coś na śniadanie?
-Nie. Chcę wiedzieć czym Cię urzekłam.
-Lepiej zjedz śniadanie.
-Nie! Czym Cię urzekła moja historia.
No nie...Zaczęło się...-pomyślałem. Ale to moja wina. Z kobietami się nie zaczyna.



-Zayn obudź się! Trzeba coś wymyśleć.-powiedziałem ściągając kołdrę z kumpla
-Och...Jeszcze 10 minut mam...-zamruczał zaspany
-Żadna mamo. To ja Harry. Wstawaj no!
-5 minut mi daj
-Okej liczę do pięciu i oblewam Cię wodą.
-Mhm-usłyszałem tylko.
-5...4...3...2...
I w tym momencie zerwał się jak oparzony. Być może dlatego, że usłyszał plusk wody, którą nalewałem do miski. Tak to nie był żart. Jeśli by nie wstał, to bym go oblał. No co? Musiałem jakoś w tej kwestii zareagować.
-Więcej nie dam się namawiać na nocne spacery-narzekał Zayn
-Ja Cię nie namawiałem sam chciałeś iść na kawę.
-Okej, ale następnym razem ide spać w swoim domu a plan wymyślasz Ty, a później mi wszystko opowiadasz, a ja wniosę ewentualne poprawki.-powiedział


-Nie-usłyszałem krótkie.
-No ale stary..daj mi żyć-namawiałem
-A ja jak mam żyć? Bez niej obok? Wiesz jaką ja pustkę czuję jak jej nie ma?
-No nie wiem...-powiedziałem przeciągle
-To dobrze. Uwierz mi. Wręcz świetnie.

Nie wiedziałem co mam teraz myśleć. Stałem tak na środku pokoju i patrzyłem na niego.
Na początku nie rozumiałem jego toku myślenia, ale...przypomniałem sobie o niej. Perrie.
Ech... Gdyby ona nagle została porwana to chyba bym ze złości wydrapał dziurę w ścianie.
-Ej stary będzie dobrze-poklepałem go przyjaźnie po plecach
-Będzie. Kiedy ją odzyskam. Będę mógł ją przytulić. Poczuć ciepło jej ciała. Teraz tak nie mogę rozumiesz?!
Krzyczał już. Był bardzo zdenerwowany. Ale widziałem w jego oczach ten błysk. Zakochał się. I to na zabój.
-Oj stary ale wpadłeś.
-Gdzie?
-W miłość mój drogi. W miłość-zaśmiałem się i poszedłem w stronę łazienki zostawiając go samego z tą świadomością.


-Mmmm bardzo smaczne. Co to?-zapytałem
-To tylko omlet mojej roboty.
-Lepszego w życiu nie jadłem.
-Bardzo dziękuję, ale nic by nie wyszło gdyby nie przepis na Twojej lodówce-zaśmiałam się popijając herbatę.
-Ale wiedz, że jest pyszny.
-A więc powiesz mi w końcu o co chodziło z tą poruszającą historią?
-A muszę...?
-Musisz/
-Ech...No dobra.
Opowiedziałem jak chciała. Ale przecież ostrzegałem...
-Nic więcej Ci nie powiem-próbowała udawać obrażona, ale nie wychodziło jej to.
-Nie musisz.
-Hmm
-To Hm.
-Zaprowadź mnie.
-Gdzie?
-No do motelu. Ech no dobra zbieraj się.


Droga minęła nam szybko.Cały czas o czymś gadaliśmy. Dowiedziałam się, ze Liam ma dziewczynę Danielle i podobno świetnie tańczy. No motelu brakowało nam niewiele.
-Dobrze tutaj sobie już poradzisz ja zawracam. Trzymaj się.-przytulił mnie.
-Dobrze do zobaczenia.
-W razie czego masz mój numer. Dzwoń jakbyś miała problem.

I teraz się rozstaliśmy. Poszłam do budynku. Podeszłam do recepcji odebrałam swój klucz i poszłam na górę. O dziwo był on pusty. Wybiegłam na dwór, a auta Harry'ego nie było. Szybko wzięłam telefon i wykręciłam numer Liam'a.
-Liam możesz wrócić? Harry zniknął...

wtorek, 30 lipca 2013

Rozdział 7

Szedłem ciemną uliczką w środku nocy. Brzydziłem się samego siebie, bo pozwoliłem mu aby zabrał Louise. Moją Louise.
Ale zdziwiły mnie jego słowa. Pewnie się jeszcze zobaczycie. Co one mogły znaczyć? Porwali ją tylko żeby wyciągnąć z niej jakieś informacje? Chce się czegoś dowiedzieć i myśli, że ona coś wie?

Nie mam pojęcia co Will knuje, ale muszę coś z tym zrobić. Muszę zadzwonić do Zayn'a. Może to nie jest odpowiednia pora, ale muszę zadzwonić.
Jeden sygnał drugi trzeci.
-Halo?-usłyszałem w słuchawce zaspany głos przyjaciela.
-Zayn? Tu Harry.
-Stary wiesz, która jest godzina?
-No dość wcześnie.
-Powiem Ci 4.27. Nie za wcześnie na telefoniczne pogawędki?
-Nie dzwonię, żeby pogawędzić
-To po co?
-Miałem do Ciebie przyjechać z Lou. I obawiam się, że zmienimy plany.
-Czemu?
-Porwali Lou.
-Co?! Jak to? Kiedy? Gdzie Ty wtedy byłeś? Albo czekaj nie odpowiada.j Gdzie jesteś? Zaraz będę.


Szybko podałem miejsce, w którym znajdował się motel i rozłączyłem się. Usiadłem na ławce przed budynkiem i czekałem na Zayn'a. Minęło 15 minut a on był na miejscu.
-No to teraz się tlumacz.-powiedział spokojnie po czym wybuchnął- Jak to porwali Lou? Kiedy? Gdzie Ty wtedy byłeś?
-Porwał ją jeden z wspólników Will'a. Było to jakąś godzinę temu. Gdzie byłem? Stałem obok i patrzyłem...
-Jak to patrzyłeś?
-Nie chciałem, żeby coś jej zrobił. Teraz wymyślimy plan odbicia jej.
-Wymyślimy? Razem?
-Tak razem.
-No dobra, ale wiedz, że jak się mnie budzi o 4.30
-Dokładnie to 27-przerwałem mu a on zaśmiał się
-Nie ważne. Jak się mnie budzi wcześnie to nie pracuje mi mózg.
-Chyba, że...?-wiedziałem, ze jest w tym haczyk
-Chyba, że postawi mi się dobrą kawę-powiedział szeroko uśmiechnięty.
-Dobra chodźmy. Niedaleko jest otwarta kawiarnia.



Nie wiedziałam jaki ma zamiar wobec mnie. Bałam się i to bardzo. Siedziałam na motorze i nie wiedziałam co mam zrobić. Starałam się wymyślić jakiś plan, ale nie za bardzo mi to wychodziło.
W końcu coś wpadło mi do głowy. O tej godzinie nikt nie jeździł po ulicy, więc to mogło się udać.
Uznałam, że raz się żyje i zaczęłam wcielać swój plan w życie. Delikatnie podniosłam się z siedzenia i po prostu zeskoczyłam z pojazdu łapiąc przy tym pistolet, który porywacz miał w tylnej kieszeni. A tak w ogóle to kto trzyma pistolet w kieszeni...?Mniejsza o to.

Myślę, że zeskoczyłam w dobrym momencie, bo chwilę później w motor, którym jechałam z ogromną siłą wpadł samochód. Myślę, że tamten facet zginął na miejscu. Nie wiem nie przyglądałam się. Schowałam pistolet i poszłam w kierunku miejsca, w którym mnie porwano. Nie powiem trochę kulałam na jedną nogę, bo przecież zeskok z jadącego motoru to nie skok z krawężnika na trawnik...
Ale żyje się dalej. Muszę uciec, bo gdyby się okazało, że ten facet nie zginął byłoby ze mną źle.
Bardzo się teraz bałam. Szłam jak najszybciej mogłam.
-Hej coś nie tak?-usłyszałam i odwróciłam się.
-Może być-powiedziałam i chciałam iść dalej, ale ta osoba mnie zatrzymała
-Widzę, ze kulejesz co się stało?
-Widzisz tamto miejsce? Siedziałam przed chwilą na tym motorze. Zeskoczyłam. Uratowałam się.
-Wow gratulacje. Jestem Liam a Ty?
-Louise miło mi.
-Kim był tamten facet?
-Nie mam pojęcia. Porwał mnie.-powiedziałam i ugryzłam się w język.
-Mhmm-powiedział chłopak i lekko się zmieszał-Może chodźmy do mnie? Odpoczniesz trochę napijesz gorącej herbaty?
-No nie wiem nie znam Cię...
-Poznasz. Nie daj sie prosić tylko chodź. Nie jesteś tu bezpieczna.

Zaskoczyło mnie to. Czy on coś wiedział? Znał Harry'ego? To nie czas na takie pytania. Skoro mówi, ze nie jestem bezpieczna lepiej go posłucham i pójdę z nim.
Szłam koło niego, ale jednak zachowywałam bezpieczną odległość. Nie byłam pewna co do niego. Bałam się, ze może to być ktoś od Will'a...



Szliśmy powoli. Słońce już wschodziło. Dobrze, że czasami budzę się rano z potrzebą wyjścia na spacer. O ile ranem to można nazwać...Może lepiej świt.
Ta dziewczyna bardzo mnie zaciekawiła. Kiedyś kumplowałem się z jednym gościem miał chyba na imię Harry. Niestety nasz kontakt urwał się po jednej z imprez, na którą zabrał tam Van-swoją dziewczynę. Od tamtej pory nie wiedziałem co się z nim działo.
Czasami dochodziły mnie słuchy, że coś zniszczył. Zawsze się śmiałem z  takich wiadomości, bo on zawsze coś niszczył albo psuł.
Pewnego razy doszły mnie słuchy, że ma nową dziewczynę. Podobno ma na imię Louise. Własnie dlatego tak bardzo mnie zainteresowała mnie ta osoba. I jeszcze motyw porwania. Nic tylko skojarzyć z Harrym...


Poszliśmy do jego domu. Wszystko było ładnie poukładane. Wszystko miało swoje miejsce i na nim leżało. Podobało mi się wnętrze tego domu.
-Napijesz się herbaty?
-Mogę się napić.
-To już robię. Rozgość się.
-Dziękuję-odpowiedziałam i weszłam do salonu.
Spojrzałam na ścianę pełną zdjęć. Miałam wrażenie, że jest to jego rodzina i przyjaciele.
Jedno zdjęcie zaciekawiło mnie szczególnie. Stał on tam z chłopakiem łudząco podobnym do Harry'ego. Czy to możliwe, że to był on? Nie mam zielonego pojęcia.

Liam przyszedł z kuchni z herbatą. Była pyszna malinowa. Siedzieliśmy w ciszy a ja dalej oglądałam zdjęcia. W pewnym momencie usłyszałam głos za sobą.
-Na tym zdjęciu jestem ja z Nicole moją siostrą. A na tamtym z Ruth drugą siostrą.
-A tu pewnie z rodzicami-uśmiechnęłam się
-Tak z rodzicami-zaśmiał się.
Długo siedzieliśmy w ciszy.

Siedzieliśmy na kanapie. Wpatrywałam się w niego intensywnie, aż odwrócił wzrok w moim kierunku. Zmieszałam się i uchyliłam usta, żeby zapytać o to zdjęcie z loczkiem, ale powstrzymałam się.
-O co chodzi?-zapytał bez namysłu i przyglądał mi się uważnie. Wiedział, ze coś nie daje mi spokoju. Wyczuł to.
-Eeeemm...-chciałam coś szybko wymyślić, ale mistrzem w tym to nie byłam-Nic.
-Widzę, ze coś Cię gryzie. O co chodzi?
-No, bo na ścianie jest jedno zdjęcie z chłopakiem w loczkach. Kto to?
-To mój stary kumpel Harry.
-A jak ma na nazwisko?-byłam bardzo ciekawa.
-Ojejku. Żebym to ja pamiętał...Chyba Styles czy coś takiego...
-O matko-zakryłam usta ręką.
-Co się stało?
-Wy się znacie...
-Kto się zna?
Nie odpowiedziałam mu na to pytanie. Wzięłam swój kubek z herbatą i wyszłam szybkim krokiem na balkon, ale automatycznie z niego wróciłam. No tak lęk wysokości robi swoje.
Zeszłam na dół po schodach i weszłam do ogrodu. Za swój cel upatrzyłam sobie dużą ławkę i usiadłam na niej. Chwilę później zbiegł Liam i usiadł obok mnie.
-Co się stało? Kto kogo zna? Wytłumaczysz mi to?
-Tak chodzi o mojego chłopaka Harry'ego...
-To Twój chłopak?
-Tak.
-Tak myślałem. Słyszałem, ze spotyka się z jakąś Louise, ale nie miałem pewności, że to Ty.
-To teraz już masz-uśmiechnęłam się.-Mogę się u Ciebie zdrzemnąć? To była wyczerpująca noc...
-Tak jasne chodź ze mną.-zaprowadził mnie do dużego pokoju i pościelił mi łózko. Było bardzo wygodne i ciepłe. Zaplanowąłam sobie, że prześpię się trochę u niego a zaraz po tym jak się obudzę poproszę go o odwiezienie do motelu. Zasypiałam z nadzieją, że Harry jeszcze tam będzie.



Siedziałem smutno patrząc w okno w kawiarni co chwilę popijając łyk kawy. Martwiłem się. Nie wiedziałam co się z nią teraz dzieje, ani gdzie jest. To była moja wina. Mogłem ją wtedy zabrać ze sobą. A teraz co? Siedzi pewnie u Will'a. Aż się boje myśleć co on jej zrobi...
-Dobra chodźmy już, bo zaraz tu zaśniesz. Położysz się na trochę spać w motelu a jak wstaniemy to zobaczymy co da się zrobić.
Bez słowa wstałem z miejsca i poszedłem za przyjacielem. Wszedłem do swojego pokoju i spojrzałem na łóżko, w który jeszcze 2 godziny temu leżałem z ukochaną. Do oczu naszły mi łzy, ale musiałem być silny. Położyłem się i zasnąłem w głowie układając swój mały plan.

_______________________________________________________________________________
No to by było na tyle. Wybaczcie, że nic długo nie dodawałam, ale mnie nie było przez 3 tygodnie a za dwa tygodnie znowu wyjeżdżam i znowu nie będę mogła pisać... Mnie samą dobija ta myśl, ale cóż żyje się dalej... Mam nadzieję, ze wam się podoba. Kocham was :*

sobota, 22 czerwca 2013

Rozdział 6

-No to ten... idź-powiedziałam pospiesznie, założyłam szlafrok i wyszłam z łazienki.
-Łatwo powiedzieć-mruknął chłopak i tak jak ja przed chwilą zarzucił szlafrok.
Nie był w dobrym nastroju. Podszedł do drzwi wziął ręczniki a ja w tym czasie podeszłam do okna i usiadłam na parapecie.

~Harry~
Wziąłem ręczniki od kobiety i zamknąłem drzwi. Byłem wręcz wściekły, ale nie mogłem tego okazać. Zauważyłem, że Lou ma jakiś kłopot, bo usiadła na parapecie i smutno patrzy sie w przestrzeń przed nami.
-Coś nie tak skarbie?-zapytałem
-Bo...Harry jak to teraz będzie?
-Ale co będzie?
-No to wszystko...
-Pamiętasz sama mi mówiłaś: Damy radę. Razem.
-Damy?A jeżeli nie uda Ci się chronić nas obojga?
-Uda mi się.
-Czasami wydaje mi się to niemożliwe...
-Pamiętaj nie ma rzeczy niemożliwych są takie, których jeszcze nie potrafimy.
-A nauczymy się?Albo może chociaż Ty nauczysz?
-Oczywiście, że się nauczę. Dla Ciebie wszystko.
-Jesteś kochany-powiedziała i pocałowała mnie.
-Wiesz...Może chodźmy już się położyć -zaproponowałem
-W sumie nie zaszkodzi nam to.
poszliśmy się położyć i po chwili oboje już spaliśmy.



W nocy zaczął dzwonić telefon.
-Halo?-powiedziałem ochryple
-Mhm zaraz będę-mówiłem prawie zasypiając.
Wstałem tak, żeby nie obudzić Louise. Zarzuciłem jakieś spodnie bluzkę i wyszedłem z hotelu.
Szedłem trochę po omacku, bo przez to obudzenie praktycznie nic nie widziałem na oczy, ale cóż mus to mus.
Szedłem sobie spokojnie ulicą, gdy nagle poczułem jak ktoś łapie mnie za szyję zakrywa usta oraz oczy i przykłada pistolet do skroni.
-Gadaj gdzie ona jest!-powiedział stanowczo i poluźnił uścisk reki na mojej twarzy
-Ale kto?
-Dobrze wiesz kto kochasiu. Ta Twoja Louise.
-Jest bezpieczna. Śpi. Nic jej nie zrobisz!-warknąłem
-Nie byłbym taki pewien.
-Ale ja jestem! Nie powiem Ci gdzie jest.
-Nie musisz mówić. Ja do Ciebie dzwoniłem i mam namiar gdzie wtedy byłeś. Do zobaczenia gnojku.-wsiadł na motor i odjechał w kierunku hotelu.



W pierwszej chwili zmroziło mnie. Nie wiedziałem co mam zrobić. Nagle w mojej głowie pojawił się malutki głosik: Biegnij tam głupku! Właśnie teraz ona Cię potrzebuje. Przecież jest w wielkim niebezpieczeństwie. Wiem, że jest. No to biegnij i uratuj ją!
Dostałem skrzydeł. Zacząłem biec jak szalony. Teraz nic nie mogło mnie już powstrzymać.


Byłem cały zdyszany. Byłem już tak blisko. W końcu dotarłem na miejsce. Za późno. On wychodził z nią przerzuconą przez plecy. Podszedłem bliżej, a on zatrzymał się.
-Nie podchodź bliżej!
-Ale nie mogę jej tak zostawić!
-Nie podchodź, bo ją zastrzelę.
Moje serce zaczęło bić 100 razy szybciej niż zwykle. Lou podniosła głowę patrząc na mnie błagająco.
Wyczytałem z jej ust: Harry pomóż mi...Proszę. I totalnie się rozkleiłem.
-Louise przepraszam, ale chcę, żebyś żyła. Nie mogę Cię stracić przez głupotę.-mówiłem a łzy płynęły po moich policzkach. Dziwiłem się temu. Jak ja groźny Harry Styles może płakać? Może, bo jest człowiekiem i też ma uczucia jak każdy. Tylko potrafi je dobrze ukrywać.



Nie chciałem, ale jednocześnie nie mogłem tak na nią patrzeć.
-Mam jeszcze jedną prośbę.
-Czego chcesz?
-Czy ja...mogę się z nią pożegnać?
-Pewnie się jeszcze zobaczycie, ale skoro tak bardzo chcesz to dobra...
Podszedłem bliżej. Spojrzałem jej prosto w oczy, po czym musnąłem delikatnie jej wargi. Ona odwzajemniła to.
-Harry mówiłeś wczoraj...-wyszeptała
-Wiem co mówiłem i zamierzam dotrzymać słowa.


~Lou~
-Ale przecież Ty się właśnie poddałeś. Mówiłeś, że damy radę. Że nie ma rzeczy niemożliwych są takie, których jeszcze nie potrafimy. Obiecałeś, że się tego nauczysz. I co? Właśnie pozwalasz mu, żeby mnie wywiózł nie wiadomo gdzie!
-Louise ja się nie poddałem. Po prostu nie chcę, żebyś zginęła przez moje głupie błędy życia rozumiesz?-złapał moją głowę w ręce i oparł swoje czoło o moje.
-I niby jak zamierzasz to wszystko naprawić!?-powiedziałam patrząc mu prosto w oczy, które miały barwę malachitu. Bałam się, że za chwilę coś się stanie.


On tylko patrzył w moje oczy. Nie mówił nic. Widziałem wściekłość na jego twarzy, ale również troskę. Nie wiedziałam jak mam to odebrać.
-Ale przecież...-zaczęłam, ale on przerwał moją wypowiedź pocałunkiem.
Chciałam jeszcze coś powiedzieć, ale on jeszcze przez moment popatrzył mi w oczy, po czym odwrócił się i odszedł mówiąc: Pamiętam o swoich obietnicach.

piątek, 14 czerwca 2013

Rozdział 5

Krzyczałam ile miałam sił w płucach. Postanowiłam wysiąść z auta i nie zważając na nic pobiegłam w stronę domu. Biegłan ile sił w nogach, które okazały się za małe, aby dobiec do domu przed jednym ze wspólników Willa. Poczułam tylko jak wielkie łapy zaciskają się na moim brzuchu wiążąc mi ręce i jednocześnie ograniczając ruchy.
-zostaw mnie!-krzyczałam​ machając nogami
-bądź cicho. Twój chłoptaś i tak już wie, że tu jesteśmy.
Zakrył mi usta dłonią. Słone łzy spływały po moich policzkach. Nagle w drzwiach stanął Harry. To był mój moment. Kopnęłam faceta w krocze, po czym ten skulił się a ja pobiegłam do Harry'ego i wtuliłam się w niego.


~Harry~
Przybiegła do mnie. Twarz miała mokrą od łez. Nie mogłem na nią patrzeć, gdy płakała, bo sam nie mogłem utrzymać spokoju.
-zrobili Ci coś?-zapytałem
-nie nic...ja po prostu... Oh Harry-rozpłakała​ się jeszcze bardziej.
-czemu mieszacie w to ją?!-krzyknąłem-​ona przecież nie zawiniła!
-ale trzyma się z Tobą, więc Will też jej nie lubi-prychnął dryblas
-on nie wie jaka ona jest! Widział ją tylko raz
-i jemu to wystarczy. On nie lubi takich typów-podszedł i złapał jej brodę w rękę.
Teraz stało się to, czego w ogóle się po niej nie spodziewałem.

Tak po prostu uderzyła faceta otwarta dłonią w twarz. On aż się przewrócił. Jego policzek był siny, a z nosa pociekła mu krew. Chciał się podnieść, ale Lou podeszła i kopnęła go. W końcu wstał patrząc na nią że strachem w oczach i uciekł. A ona otrzepała ręce i spojrzała na mnie triumfalnie:
-no w końcu trzymam się z Tobą misiu-mrugnęła i cmoknęła mój policzek.
-teraz to mnie zaskoczyłas...-t​ylko tyle dałem radę z siebie wydobyć.

-poczekaj chwilę mam jeszcze jedno do zrobienia.
Podeszła do krzaków, odsunęła gałązki i usłyszałem jak krzyczy:
-i powiedz szefunciowi, że z kobietami się nie zadziera!
Zaśmiałem się. No tak z takimi kobietami to na pewno nie. Wziąłem ją za rękę i poszliśmy do samochodu.


~Louise~
-wiesz myślałem, że będzie Ci potrzebna jakaś ochrona i dzwoniłem w tej sprawie do przyjaciela, ale widzę, że to nie będzie potrzebne-zaśmia​ł się chłopak.
-kiedy kobieta widzi, że coś grozi jej, albo jakiemuś jej bliskiemu to budzi się w niej istny diabeł-mrugnęłam​
-po tym co zobaczyłem, nie wątpię-przyciągn​ął mnie i pocałował w głowę.
Teraz nie bałam się spotkania z żadnym z pomocników Willa. Bardziej bałam się spotkania z nim samym.

-Harry a tak w ogólnie, to gdzie masz zamiar mnie wywieźć?
-nie wywoze Cię, tylko jadę tam z Tobą-zaśmiał się
-no to...gdzie jedziemy?
-do mojego dobrego znajomego.
-jak ma na imię?
-Zayn
-bardzo ładnie. Tak tajemniczo-zachw​yciłam się
-A Harry nie jest tajemnicze?-zrob​ił smutną minkę
-no jest jest-uśmiechnęła​m się.
Zaczęłam ziewać. Moje oczy same zaczęły się zamykać. Po chwili poczułam, jak Harry przykrywa mnie swoją kurtką. Oparta o szybę w samochodzie zasnęłam.


~Harry~
Chciała coś mi jeszcze powiedzieć, ale każda próba wypowiedzenia jakiegoś zdania kończyła się przeciągłym ziewnięciem. Zaśmiałem się.
-już nic nie mów-powiedziałem​, ale ona chyba już tego nie usłyszała, bo zapadła w głęboki sen.

Rozmyślałem nad tym, co stało się przez ostatnie dni i uznałem, że coraz bardziej mnie zaskakuje. A znałem ją tak naprawdę kilka dni, bo nigdy ze sobą nie rozmawialiśmy. Aż boję się, co odkryje za rok albo dwa. Zacząłem śmiać się w sumie sam z siebie. Postanowiłem jednak skupić się na drodze i uważać, czy nikt za nami nie jedzie.
W międzyczasie spoglądałem na Lou. Jak ja uwielbiam się jej przyglądać. Jest taka słodka kiedy śpi.

~Louise~
Zasnęłam bardzo szybko. Dość długo nie miałam żadnego snu. Nagle zaczął pojawiać się obraz. Siedziałam na ziemi z zabandażowaną nogą. Spojrzałam w górę i zobaczyłam Willa uśmiechającego się przyjaźnie i wyciągającego rękę w moją stronę. 
W oddali widziałam Harry'ego, który krzyczał, abym nie podawała mu ręki. Nie kontrolowałam tego co robię. Zawahałam się, ale podniosłam dłoń i podałam ją Will'owi. Zauważyłam tylko jak Harry patrzy na mnie a jego oczy robią się ciemne. Mimo to nie wybuchł złością, tylko po jego policzku spłynęła jedna łza. Po moim też, bo nie wiedziałam, co robię. Zrobiłam to...Zgodziłam się współpracować z Will'em i jednocześnie odrzuciłam Harry'ego i jego miłość. Obudziłam się momentalnie. Zaczęłam płakać. Harry zahamował samochód, a ja przytuliłam się do niego.
-Przepraszam Harry...
-Za co?
-Ja nie chciałam...
-Ale co się stało?
-No bo ja wolałam Willa od Ciebie...
-Co za głupoty. To był tylko sen spokojnie-uspokajał mnie.
-Tylko sen?Napewno?
-Napewno.
-To dobrze. Idę spać dalej. Kocham Cię
-Ja Ciebię...też...

~Harry~
Nie mogę w to uwierzyć...Ona powiedziała, że mnie kocha! Jestem taki szczęśliwy! Gdyby auto nie było zatrzymane pewnie teraz wylądowalibyśmy na drzewie. Ale to nie ważne, bo auto stoi a ona mnie kocha!
-Dobra ochłoń stary...-zaczerwieniłem się, bo stało się to, czego nie chciałem. W moich spodniach pojawiło się wybrzuszenie.
-No tak...-pomyślałem i wysiadłem z auta, żeby chwilę odetchnąć.
Po kilku...a może kilkunastu minutach wróciłem do samochodu i kontynuowałem jazdę. Chciałem jak najszybciej znaleźć się na miejscu i w spokoju położyć się spać, bo dotychczasowe drzemki niewiele dawały.
Po kolejnej godzinie jazdy uznałem, że nie ma to sensu i zatrzymamy się w jakimś motelu. Podjechałem na parking i zaparkowałem auto. Zamknąłem je, bo poszedłem zapytać, czy są wolne miejsca a nie chciałem budzić Lou. Na szczęście okazało się, że miejsca są, ale pokój dwóosobowy z jednym łóżkiem... Musiałem się zgodzić. Innego wyjścia nie miałem.
Zszedłem po dziewczynę, wziąłem ją na ręce i powoli weszliśmy na górę.
No tak. Teraz miałem inny problem. Oto mój plan:
1.Położyć ją do łóżka
2.Nie obudzić jej
3.Położyć się obok
4.Nie umrzeć do kolejnego dnia
Taak ten plan był kompletnie nierealny.
No ale musiałem wcielić go w życie. Delikatnie położyłem Lou na łóżku.
-Co się dzieje?-zapytała nieprzytomna
-Nic nic kładę Cię spać...
-No to rozbierz mnie.Ja nie mam siły.
"Nooo jasne może jeszcze mam iść z Tobą pod prysznic"-pomyślałem-"no tak poza tym to po rozebraniu Lou mi się prysznic przyda...".Odezwał się ten głupi głos w mojej głowie.
Ściągnąłem Lou spodnie, później koszulkę. Leżała w samej bieliźnie ot tak. A głos w mojej głowie nie przestawał mi dogadywać. Czułem, że moje bokserki robią się coraz bardziej ciasne. Uznałem, że będzie lepiej jak od razu pójdę pod prysznic.
Zrzuciłem z siebie ubrania i wszedłem do kabiny. Od razu odkręciłem kurek z zimną wodą. Co ja mówię ona była lodowata! Przynajmniej tak mi się wydawało, bo jak dla mnie była zbyt ciepła. Siedziałem tam dobre pół godziny z głową spuszczoną w dół. Pozwalałem, aby woda spływała po mnie swobodnie.Już chciałem wyjść spod prysznica, lecz ztrzymałem się nagle. W łazience jakby nigdy nic siedziała sobie Louise.
-co ty tu robisz?
-Siedzę-i uśmiechnęła się szeroko.
-Ale wiesz...jestem nagi chcę wyjść.
-A ja chciałam wejść i...jestem prawie naga-przygryzła wargę
-No to co...zapraszam-pokazałem jej kabinę i uśmiechnąłem się
Nie teraz stało się to, czego nie chciałem...
-Świerze ręczniki!-tak załamałem się...

środa, 12 czerwca 2013

Rozdział 4

-Kto Cię szuka?
-Wspólnicy Willa...
-Harry spokojnie.
-Jak mam być spokojny skoro nasze życie wisi tak naprawdę na włosku?
-Damy radę. Razem.
Oboje zamilkliśmy. W powietrzy było czuć gniew, jak tłumił się w loczku.
-Spakuj się proszę-powiedział
-Ale czemu...?
-Wyjeżdżamy. Teraz.
Nic nie mówiąc zaczęłam się pakować. Postanowiłam wziąć najpotrzebniejsze rzeczy. Jestem dziewczyną więc cóż... wyszły tego prawie 2 walizki...
Pojechaliśmy do Harry'ego i zapełniliśmy do pełna drugą walizkę. Do tego Harry wziął jeszcze torbę podróżną.

~Harry~
Nie mogłem uwierzyć jak wiele rzeczy ona ze sobą zabiera. Mi zazwyczaj wystarczy jedna walizka i nic więcej a ona...? Jedne spodnie, drugie, trzecie, spódniczka czy tam sukienka-nie odróżniam tego... Krótkie spodenki, rybaczki, bluzka na ramiączka, z krótkim rękawem, z długim rękawem, dwa sweterki, getry i tysiąc pięćset różnych innych dupereli.
-Jak możesz tyle nosić?-zapytałem ciagnąc za sobą wielkie walizki pełne ubrań.
-Ja mogę nosić ubrania. A ty możesz nosić te swoje wszystkie kosmetyki do włosów kochaniutki
-Mrrr kochaniutki. Podoba mi się to- uśmiechnąłem się
-A jak miałam powiedzieć?
-No wiesz pasuje mi misiu, kotku, skarbie... ale jak wolisz-mrugnąłem
-Pożyjemy zobaczymy-zarumieniła się.
Szliśmy chwile w ciszy. W końcu doszliśmy do samochodu i mogłem umieścić nasze bagaże w bagażniku.
Otworzyłem go i zobaczyłem kartkę zwiniętą w kulkę. Drżącymi rękoma otworzyłem ją i zacząłem czytać zawartość.
"Wiemy, że chcesz uciec. Obserwujemy Cię. Nie zrób nic głupiego, bo pożałujesz tego ty i Twoja ukochana dziewczyna Trzymaj się Will xx" Nie chciałem, żeby Lou to zobaczyła. Szybko zgniotłem z powrotem kartkę  i włożyłem do tylnej kieszeni spodni.
-Coś nie tak?-zapytała Lou otwierając drzwi od samochodu
-Nie wszystko w porządku-Przeczesałem nerwowo włosy-pójdę sprawdzić, czy wszystko mam.
Wróciłem do domu. Wziąłem telefon do reki i wystukałem numer przyjaciela.
-Halo? Zayn? Uf dobrze, że to ty. Mam pewna sprawę...

~Louise~
W pewnym momencie Harry wszedł z powrotem do domu. Myślałam, ze czegoś zapomniał jak to zwykle bywało w jego przypadku. Postanowiłam, że nie będę za nim szła, bo jeszcze będzie zły, ze za nim chodzę.
Zaniepokoiło mnie jego zachowanie. On coś ukrywał.
Siedziałam sobie spokojnie w aucie i słuchałam radia. Harry'ego dalej nie było. Widziałam w oknach, że krząta się po pokojach i chyba rozmawia przez telefon...
Nagle usłyszałam szelest gdzieś z tyłu. W pierwszej chwili nic nie podejrzewałam, ale za kolejnym razem przestraszyłam się.
Obróciłam się i zamarłam. W krzakach stał nie kto inny jak jeden z mężczyzn, którzy byli pod moim domem. Chciał pokazać mi, abym była cicho, ale nie zdążył a ja krzyknęłam najgłośniej jak mogłam:
-Harry!-i przez wspomnienia tamtego wieczora łzy zaczęły spływać po moich policzkach.

wtorek, 11 czerwca 2013

Rozdział 3

Nie widziałem co Louise zrobi po tym co zobaczyła. Bałem się, że ucieknie i będzie się mnie bała. Mimo moich obaw ona była cały czas obok i wtulała się w mój tors. Trzęsła się ze strachu. Przytuliłem ją mocniej.
-już dobrze poszedł sobie.
-ale wróci- szepnęła.
Co do tego byłem pewien. Wróci napewno. Nie wiedziałem kiedy ani jak będzie silny. Wiedziałem, że muszę być gotowy na każdy jego ruch i być silniejszy w każdej sytuacji. Musiałem się chronić, siebie i Louise. Nie mogłem pozwolić, żeby cokolwiek jej się stało.

-nie martw się nie pozwolę nikomu Cię skrzywdzić.
-nikomu?
-żadnej osobie na świecie. obiecuję-zapewni​łem ją choć w stu procentach nie byłem pewien swoich słów, bo jeżeli coś stanie się mi, albo złapie mnie policja to jej nie będę w stanie ochronić. Ale będę walczył.

Zaczął padać deszcz więc wziąłem Lou na ręce i poszedłem w stronę domu. Zauważyłem, że drzwi od domu były wyjęte z zawiasów. Postawiłem dziewczynę i kazałem zaczekać. Wziąłem w ręce drzwi i z powrotem włożyłem w zawiasy.

~perspektywa Lou~

-jejku ty to z wszystkim potrafisz sobie poradzić-powiedz​iałam. Mówiąc to obserwowałam jego ruchy. Każdy jego mięsień pracował. Wyglądał wtedy tak męsko. Zatopiłam się w marzeniach... Zauważyłam, że drzwi były na swoim miejscu i chciałam wejść do mieszkania, ale Harry zatrzymał mnie jednym zdecydowanym ruchem ręki.
-niosłem Cię do tego miejsca więc do domu też mogę Cię wnieść-uśmiechną​ł się. Wziął mnie na ręce i wniósł do środka.

"trochę jak para młoda" pomyślałam i uśmiechnęłam się delikatnie.
-co się stało?
-nic tak tylko się uśmiecham.
-ja się dowiem o czym myślałaś. Może nie teraz ale się dowiem.
-no nie wiem nie wiem-powiedziała​m stając już na dywanie w swoim domu.

-ja jestem Harry Styles. Ja wiem wszystko.
-A ja mam na imię Louise i nic Ci nie powiem-pokazałam​ mu język i pobiegłam do kuchni. Usłyszałam, jak chłopak biegnie za mną. Szybko wzięłam w ręce dwa kubki i powiedziałam:
-to co kawa czy herbata?
-ty.-odpowiedzia​ł i zbliżył się do mnie.

Delikatnie musnął moje usta. Oddałam mu pocałunek, ale po chwili oderwałam się od niego.
-coś nie tak?
-nie...ja... Nie wiem czy tego chce...
-dobrze poczekam tak długo jak to będzie potrzebne.
-dziękuję-cmoknę​łam go w policzek.
Po jego twarzy było widać, że jest rozczarowany, ale ja nie jestem typem osoby, która chodzi z pierwszym lepszym do łóżka. Szczególnie jeżeli znam go bliżej dwa dni!


~perspektywa Harry'ego~

Woda w czajniku zaczęła się gotować i gwizdek dawał znać. Bardzo dobrze, bo zagłuszył to jak przeklnąłem. Nie zapanowałem nad sobą. Ona była wspaniałą dziewczyną i nie chciałem jej skrzywdzić tym, że za bardzo się pospieszę.
Razem z Lou postanowiliśmy, że zrobimy sobie maraton filmowy. Wybraliśmy kilka filmów w tym "love actually" jeden z moich ulubionych. Zrobiliśmy popcorn i zasiedliśmy do oglądania.Nawet nie zorientowałem się jak Lou zasnęła po pierwszym filmie. Delikatnie wziąłem ją na ręce i wniosłem do jej pokoju. Ułożyłem na łóżku i przykryłem. Przyglądałem jej się leżąc obok co jakiś czas odgarniając kosmyki włosów, które opadały jej na twarz.Byłem koło niej oparty na ręce i patrzyłem na nią. Po chwili sam zamknąłem oczy i zasnąłem obok niej. W JEJ łóżku.

~Lou~

Obudziłam się dość wcześnie, bo aż o 7.30. Na mojej twarzy pojawił się grymas. Nie lubiłam budzić się tak wcześnie w weekendy. Chciałam wstać, gdy poczułam silne ramię zaciskające się na mojej tali. Odwróciłam głowę i zobaczyłam loczka. Spał jeszcze. Nie chciałam go budzić, więc zdjęłam jego rękę z siebie i po cichu zeszłam na dół w celu przygotowania jakiegoś śniadania.Postawiłam na zwykle kanapki, bo z gotowaniem u mnie cienko. Wstawiłam wodę na herbatę i poszłam założyć jakąś bluzę. Na krześle wisiała bluza Harry'ego, więc wzięłam ją i zarzuciłam na siebie. Weszłam z powrotem do kuchni i ogarnęło mnie zdziwienie. Otóż przy kuchence stał Harry i coś gotował.
-mmm pachnie pysznie co to takiego?
-jajecznica z serem i pomidorem.
-już nie mogę się doczekać.-powied​ziałam i usiadłam na krześle obok wpatrując się w niego.

Po kilku minutach rozkoszowałam się pyszną potrawą.
-i jak Ci się spalo?-zapytałam​ z wielkim uśmiechem na twarzy
-muszę powiedzieć, że bardzo dobrze
-no widzisz
-oj tak-powiedział i po raz kolejny musnął moja szyję, a ja odziwo odchyliłam głowę ułatwiając mu dostęp.
Zaczął całować mnie po ramionach, szyi czasami wracał do ust. Było mi przyjemnie. Wplotłam palce w jego włosy. Nie kontrolowałam tego, co robię. Nie wiem czemu, podobało mi się to-to był jeden z wielu powodów. Chłopak nie przestawał mnie całować. Nagle przerwał nam dźwięk telefonu. Harry odebrał i poszedł do pokoju obok. Ja jeszcze chwilę zostałam i po chwili poszłam za nim.Wsłuchiwałam się w rozmowę. Jego twarz robiła się coraz bledsza. W końcu rozłączył się i powiedział:
-Szukają mnie...

_____________________________________________________________________________
Mam nadzieję, że podoba wam się moje opowiadanie. Jeżeli chcecie się ze mną skontaktować: tt @superhuman_98 gg: 20695251 :*

poniedziałek, 10 czerwca 2013

Rozdział 2

Bardzo długo nie mogłam zasnąć cały czas myślałam o Harrym i całym dzisiejszym dniu. Byłam w jego domu ponad 5 godzin i nie wiem co się przez ten czas wydarzyło.Leżałam na łóżku patrząc w sufit. Bałam się, że telefon, który otrzymał Harry to było coś poważnego. Nagle z zamyślenia wyrwał mnie sms. Spojrzałam na wyświetlacz i uśmiechnęłam się szeroko. Był to sms od Harry'ego.
"Gaś światło i diź spać. Nie mart sie o mnie jestem już w domu" Przeczytałam a oczy stały się okrągłe jak pięciozłotówki.
"czy ty mnie obserwujesz?" wysłąłąm szybko wiadomość. 
"Chcę mieć pewność, że jesteś bezpieczna"
-A może w końcu wejdziesz a nie tak stoisz na balkonie i marzniesz?
-Skoro mnie zapraszasz nie odmówię-uśmiechn​ął się.
Jego strój niewiele się zmienił. Jedyne co się zmieniło to to, że miał teraz na sobie dżinsową kurtkę.

-A może to Ty wyjdziesz do mnie?
-Nie-powiedziała​m cicho lecz zdecydowanie i cofnęłam się o krok.
-Czemu?
-Mam lęk wysokości boję się.
-Nie bój się ze mną będziesz bezpieczna.

Już miałam zostać wystawiona na ciężką próbę gdy pod mój dom podjechało wielkie terenowe auto a z niego wysiadło dwóch rosłych mężczyzn.
-A może lepiej wejdźmy do środka...
-Znasz ich?
-Wyglądają groźnie...
-Harry wiesz kto to?!

-Ja ten...Bo wiesz...
-Odpowiedz mi w końcu!
-Tak znam ich.
-Co im zrobiłeś?
-Im nic...
-To czemu sie ich boisz?
-Chodzi o ich szefa
-Jemu coś zrobiłeś?
-Jego siostra...
-Opowiedz mi to dokładnie.
Po tych słowach jego twarz zrobiła się ponura a oczy po raz kolejny pociemniały. Przestraszyłam się.
-Oczywiście jeśli chcesz-dodałam

-spróbuję. A więc to zaczęło się jakieś 3 lata temu. Spotykałem się z siostra Will'a. Byliśmy razem na imprezie. Pewnie słyszałas o mnie, że nie byłem typem, który siedział i patrzył. Tak lubiłem trochę wypić. Czasami nawet przesadzałem. No i tak się stało tamtego dnia. Wypiłęm za dużo i zostawiłem Van samą. No i zainteresowało się nią dwóch chłopaków. Ja nie zwracałem na to uwagi, bo nie kontaktowałem zupełnie. No i nie udało mi się jej uchronić. Do tamtego dnia ja i Will byliśmy przyjaciółmi od tamtego czasu stara się uprztkrzyć mi życie.
-A co oni jej zrobili?-zapytał​am
-Zabrali z klubu, zgwałcili, pobili i zostawili pół przytomną w lesie aja bawiłem się dalej bez świadomości tego co się stało. A obiecałem mu, że się nią zaopiekuję. Obiecałem.
Teraz miałam wrażenie, że jego oczy sa już bliskie czerni. Złość w nim się aż gotowała.

-muszę coś załatwić.-i wyszedł szybciej niz zdołałąm cokolwiek powiedziec.
Śledziłam przez okno każdy jego ruch. Z auta wysiadł jakis mężczyzna. To chyba był ten Will.Zaczęło się od rozmowy, poźniej była kłótnia. Zaniepokoiłam się. Nadal stałam w oknie i patrzyłam.


~Perspektywa Hazzy~

Chciałem wyjaśnić całą tą sytuację.
-Will musimy pogadać
-To samo chciałem powiedzieć przyjacielu-powi​edzial ironicznie William
-No patrz co za zbieg okoliczności.
-Co robisz wtej okolicy?
-Na spacerze jestem. ładna pogoda jest.
-Nie wciskaj mi kitu-podniósł głos

-Nie wciskam.informuj​ę
-A to ciekawe, bo gydybyś był na spacerze to nie wyszedłbyś z tego domu.-wskazał palcem dom Lou

Okej wyszedłem i co?Przeszukasz go?
-Być może...
-Nawet nie próbuj!-doszedłe​m niebezpiecznie blisko niego
-A bo co?-zapytał i uderzył mnie.
-Harry!-usłyszał​em krzyk. To Lou.
-Wejdź do domu i zamknij wszytsko dokładnie!
-Chłopaki znajdźcie tą dziewczynę. Ale szybko, żeby nie zdązyła zamknąć drzwi. J asię zajmę nim.

Szybko zbiegłam na dół, żeby zamknąć drzwi wejściowe. Ale nie zdązyłam. Loczek nie zamknął ich w ogole gdy wyszedł z domu. Po chwili byłam w objęciach jakiegoś goryla. Wyszliśmy na dół i doszliśmy do Willa.
-A więc to u niej byłeś.
-Ręce precz od niej!
-Szkoda by było gdybyś stracił taki skarb...
-Tylko ją tknij.
-Wiesz jak narazie nic mi nie zrobisz...Jesteś​ za słaby.-podszedł do mnie i złapał moją twarz w dłoń.

Nie wiedziałam co zrobi. Pochylił się i szepnął mi do ucha: Harry to szczęściaż, że ma kogoś takiego jak ty.
-Ostrzegałem, żebyś nie podchodził.
Harry zaczął biec w naszą stronę. Will tylko odwrócił się. Usłyszałam strzał i zobaczyłam jak Harry upada na ziemię.
-Harry! Póść mnie!-ugryzłam dryblasa w dłoń i pobiegłam do loczka.

Zauważyłam na jego białej koszulce czerwoną plamę. Zaczęłam płakać.
-Jak mogłeś to zrobić? Nienawidze Cię!
-Chłopkai zwijamy się zanim ktoś nas zobaczy.
Po chwili ich nie było a ja byłam bliska utraty łez w oczach.

Gdy na ulicy było już zupełnie pusto Harry podniósł głowę i zapytał:
-Czy Will już pojechał?
-Pojechał...
-Och to dobrze-usmiechną​ł się i wstał jakby nigy nic się nie stało.
-Ale Harry...On strzelił ty upadłeś..Ja...My​ślałam, że trafił.-rozpłaka​łam się jeszcze bardziej.
-Nie martw się zawsze mam przy sobie torebeczkę czerwonej farby. Nie trafił we mnie. Ja chciałem Cię obronić, bo wiedziałem, ze jak zobaczy, ze mi coś jest to odjedzie.
-Kochanie. Księżniczko nie płacz już proszę.
-Ale...Ja...Nie rób tego więcej.Proszę.
-Obiecuję, że więcej tego nie zrobię.-pocałowa​ł mnie w głowę.

sobota, 8 czerwca 2013

Rozdział 1

Kolejny dzień w szkole. Siedziałam na nudnej lekcji historii razem z Darlene i strasznie się nudziłyśmy. Nagle do "żywych" przywróciły mnie wibracje telefonu.Wyjęłam telefon i spojrzałam na wyświetlacz. Mój wzrok od razu powędrował do ostatniej ławki środkowego rzędu.Dostałam wiadomość od Harry'ego, który był uważany za najbardziej niebezpiecznego chłopaka na osiedlu.
"Zasymuluj coś nudzę się..." przeczytałam i zaczerwieniłam się. "skąd masz mój numer?" odpisałam szybko. Odwróciłam się a Harry'ego o dziwo tam nie było. Usłyszałam cichy głos:
-wiesz chodzimy razem do klasy...mamy tych samych znajomych... Coś jeszcze?
-dobra już wiem ale czemu każesz mi symulować a nie Darlene?

-No nie wiem wybrałem akurat Ciebie...
-to co mam zrobić?
-niech Ci się zrobi słabo jak będziesz szła coś wyrzucić a wtedy ja zaproponuje, że zaniose Cię do pielęgniarki może być?
-no nie wiem...-powiedzi​ałam, po czym zarumieniłam się wyobrażając sobie mnie w objęciach najprzystojniejs​zego chłopaka w szkole. Powinnam dodać najniebezpieczni​ejszego ale cóż... Uroda wzięła górę. Zarumieniłam się jeszcze bardziej.

-dobra zrobię to-powiedziałam po czym ugryzłam się w język. Głupia! Najpierw myśl potem rób albo mów! Nie wiesz jakie konsekwencje przez to poniesiesz...
-cieszę się, że się zgadzasz-powiedz​iał Harry po czym delikatnie musnął moją szyję ustami. No teraz to się zarumieniłam.
-uwielbiam jak to robisz. Wyglądasz wtedy jak mała dziewczynka, której ktoś powiedział, że ma śliczną sukienkę-pokazał​ rządek białych ząbków.

-dość dziwne porównanie ale dzięki...
Zgoniotłam kartkę, po czym podniosłam się z miejsca. Szłam powoli w stronę kosza na śmieci i czułam jak loczek śledzi każdy mój ruch.Pomyślałam o tym, jak pocałował mnie w szyję. Zastanowiło mnie to, że jesteśmy w szkole a on takie rzeczy robi... Z drugiej strony było to przyjemne nie powiem. Moje serce zaczęło bić jak oszalałe i jedyne co z wtedy pamiętam to dość mocne spotkanie z podłogą.


~Perspektywa Harry'ego~

Patrzyłem jak Louise powoli podąża w stronę kosza. Obserwowałem ją a ona chyba to wiedziała. Nie ukrywam była naprawdę ładna dziewczyna i to w jaki sposób chodzi... Rozmarzyłem się... Ale nagle musiałem się ocknąć, bo dziewczyna uderzyła o podłogę. Przestraszyłem się, bo wyglądało to zbyt prawdziwie. Zerwałem się z ławki i podbiegłem do dziewczyny.
-wezmę ją do pielęgniarki.
-nie wiem czy to dobry pomysł- powiedzia​ła nauczycielka
-ale ja wiem-warknąłem, po czym wziąłem dziewczynę na ręce. Widziałem jak inne patrzą się i widać było, że są zazdrosne o nią.

Olałem wszystkie komentarze oraz spojrzenia i wyszedłem z sali. Szliśmy powoli.
-Lou możesz już otworzyć oczy wyszliśmy.-nie zareagowała- Lou słyszysz?-dalej zero reakcji
-cholera jasna Louise!
Przestraszyłem się, bo to przeze mnie. Postanowiłem, że nie pójdziemy do pielęgniarki tylko wyjdziemy tylnym wyjściem szkoły. Ciepły dzień więc nic nam nie będzie.
-moment ja nie wiem gdzie ona mieszka...do Darlene nie napisze, bo teraz pewnie ją historyca złapie... Trudno zostaje już tylko mój dom.
Powoli podszedłem do mojego samochodu i otworzyłem drzwiczki. Ułożyłem ją na tylnych siedzeniach i przypiąłem żeby nie spadła.Usiadłem na miejscu kierowcy i odpaliłem auto. W lusterku zauważyłem, że zbliża się historyczka więc wcisnąłem pedał gazu i z piskiem odjechałem z terenu szkoły.Jechaliśmy około 10 minut. Po dotarciu na miejsce otworzyłem drzwi od domu. Poszedłem po Lou wziąłem ją na ręce i wniosłem do domu. "trochę jak para młoda" pomyślałem i uśmiechnąłem się pod nosem.Na kanapie nie było miejsca po wczorajszym seansie filmowym. Zostało mi tylko jedno pomieszczenie, w którym jest łóżko i był to mój pokój. Powoli wszedłem po schodach.Otworzyłem drzwi, które dość głośno zaskrzypiały. Przestraszyłem się, że Lou się obudzi. Chwila chwila... Czy ja się o nią martwiłem? Przecież do tej pory nie martwiłem się o nikogo.O tak ona zdecydowanie inaczej na mnie działała. Przy niej tak dziwnie się czułem a cały gniew, który we mnie żyje chował się bardzo głęboko.Ułożyłem ją na łóżku i postanowiłem, że warto położyć jej na głowę zimny kompres. W tym celu poszedłem do łazienki i zwilżyłem ręcznik. Wróciłem do pokoju i powoli otarłem jej czoło a później zimny ręcznik położyłem na jej rozgrzanym czole.Siedziałem przy niej cały czas. Chciałem, żeby już się obudziła, bo martwiło mnie to, że tak długo nie otwiera oczu...

~perspektywa Louise~
Czułam zimno na głowie. Mam wrażenie, że nie musiałam udawać omdlenia. Powoli otworzyłam oczy, ale szybko je zamknęłam, bo oślepiło mnie światło lampki. Miałam nadzieję, że jestem u siebie w domu i leże na swoim łóżku.Teraz zdecydowanie otworzyłam oczy i rozejrzałam się po pomieszczeniu. Nie miałam pojęcia gdzie jestem ani czemu tu jestem ani jak się tu znalazłam. Wstałam powoli z łóżka. Bolała mnie głowa.Chciałam postawić nogi na podłodze ale coś miękkiego uniemożliwiło mi to. Spojrzałam na dół i oniemiałam. Na podłodze spał Harry. Musiał przywieźć mnie tu że szkoły.
-dzień dobry księżniczko-usłyszałam chrypliwy głos.
-nie jestem księżniczką...
-jak śpisz to właśnie tak wyglądasz-usłysz​ałam cicho wypowiedziane słowa.
Chciałam sprostować te słowa ale w tym momencie zadzwonił telefon chłopaka.
-mhm...tak...roz​umiem... Zaraz będę.
-Lou przepraszam ale chyba będę musiał odwieźć Cię do domu
-skoro musisz to nie ma problemu.
-to ten ubierz się w którąś z moich bluz jak chcesz i jedziemy.
Wybrałam zwykła szarą bluzę bez żadnych nadruków i zeszłam za chłopakiem.Harry powiedział, żebym usiadła z przodu obok niego. Tak zrobiłam.
-czuj się jak u siebie w aucie-zaśmiał się i pokazał dołeczki w policzkach.
Posłuchałam tego, co powiedział loczek i już po chwili siedziałam z nogami na desce rozdzielczej opierając głowę o szybę. Okazało się, że nasze domy są od siebie dość daleko. Przez całą tą drogę zdarzyłam przyjżeć mu się dokładnie. Jego ciało zdobiło dość dużo tatuaży. Nie liczyłam ich, bo mi się nie chciało...Był dobrze zbudowany. Wyglądał bardzo seksownie jadąc skupiony na drodze. Niekontrolowanie​ przygryzłam wargę. On uśmiechnął się i odwrócił głowę w moją stronę.

-coś ze mną nie tak?-zapytał
-ależ nie wszystko w porządku. Aż za bardzo w porządku...
-hm...-uśmiechną​ł się delikatnie. Zjechalismy na pobocze drogi. Nie wiedziałam czemu.
-czemu zjechałes?
-bo wszystko w porządku-zagryzl​ wargę i zbliżył się do mnie. Nie wiedzałan co zrobić. On tylko przysunął się i delikatnie musnął moje wargi. Oddałam mu pocałunek. Zaczął całować moje usta. Zchodził niżej aż doszedł do szyi. Całował mnie delikatnie i zostawiał ślady pocałunków. W pewnym momencie poczułam lekkie uszczypnięcie a on z triumfem na twarzy odsunął się ode mnie.
-no teraz jest w porządku
-a co ty mi...?-i zaniemówiłam. On... On zrobił mi malinkę.- czemu to zrobiłeś zapytałam z lekką pretensją.
-no wiesz... Oznaczyłem Cię
-oznaczyłeś?! Czy ja wyglądam jak jakieś zwierzę hodowlane, które trzeba oznaczać?
-nie wyglądasz ale musi być widać, że jesteś moja.
-ja? Jestem twoja? Od kiedy?
-od teraz-wskazał zaczerwienione miejsce.
-nie jestem twoja-warknęłam.​
-jego twarz przybrała o nieprzyjemny grymas a jego czy stały się ciemniejsze.
-jesteś teraz moja czy tego chcesz czy nie-spojrzał na mnie a ja aż drgnęłam od jego przeszywającego wzroku.
Całą drogę nie rozmawialiśmy. Bałam się odzywać. Nie widziałam jak zareaguje...
W końcu podjechaliśmy pod mój dom. Zebrałam się i chciałam już wysiadać ale on zatrzymał mnie.
-wybacz, że tak zareagowałem po prostu jeszcze czasami nad sobą nie panuje...
-nie szkodzi-odpowied​ziałam oschle ale on to chyba wyczół, bo przyciągnął mnie i pocałował. Był to dość brutalny ale delikatny pocałunek. Spodobał mi się.
-wiesz chyba się zastanowie nad tym, czy jestem Twoja-powiedział​am z uśmiechem gdy się od siebie oderwaliśmy.
-bardzo podoba mi się ten pomysł-mrugnął do mnie po czym wysiadł i otworzył mi drzwi od samochodu i podał mi rękę.
Podziękowałam i udałam się w stronę domu. On stał oparty o maskę samochodu. Czapka na głowie, bluzka z głębokimi wcieciami pod pachami, które odkrywały tatuaże do tego obcisłe spodnie i trampki. Tak zdecydowanie mnie taki pociągał.Podziękowałam mu za opiekę i weszłam do domu. Był to bardzo męczący dzień więc wzięłam kąpiel po czym postanowiłam pójść spać.

__________________________________________________________________
Tak kolejne opowiadanie o mrocznym chłopaku...Tym razem Harry i Louise mam nadzieję, ze wam się spodoba :*