"Gaś światło i diź spać. Nie mart sie o mnie jestem już w domu" Przeczytałam a oczy stały się okrągłe jak pięciozłotówki.
"czy ty mnie obserwujesz?" wysłąłąm szybko wiadomość.
"Chcę mieć pewność, że jesteś bezpieczna"
-A może w końcu wejdziesz a nie tak stoisz na balkonie i marzniesz?
-Skoro mnie zapraszasz nie odmówię-uśmiechnął się.
Jego strój niewiele się zmienił. Jedyne co się zmieniło to to, że miał teraz na sobie dżinsową kurtkę.
-A może to Ty wyjdziesz do mnie?
-Nie-powiedziałam cicho lecz zdecydowanie i cofnęłam się o krok.
-Czemu?
-Mam lęk wysokości boję się.
-Nie bój się ze mną będziesz bezpieczna.
Już miałam zostać wystawiona na ciężką próbę gdy pod mój dom podjechało wielkie terenowe auto a z niego wysiadło dwóch rosłych mężczyzn.
-A może lepiej wejdźmy do środka...
-Znasz ich?
-Wyglądają groźnie...
-Harry wiesz kto to?!
-Ja ten...Bo wiesz...
-Odpowiedz mi w końcu!
-Tak znam ich.
-Co im zrobiłeś?
-Im nic...
-To czemu sie ich boisz?
-Chodzi o ich szefa
-Jemu coś zrobiłeś?
-Jego siostra...
-Opowiedz mi to dokładnie.
Po tych słowach jego twarz zrobiła się ponura a oczy po raz kolejny pociemniały. Przestraszyłam się.
-Oczywiście jeśli chcesz-dodałam
-spróbuję. A więc to zaczęło się jakieś 3 lata temu. Spotykałem się z siostra Will'a. Byliśmy razem na imprezie. Pewnie słyszałas o mnie, że nie byłem typem, który siedział i patrzył. Tak lubiłem trochę wypić. Czasami nawet przesadzałem. No i tak się stało tamtego dnia. Wypiłęm za dużo i zostawiłem Van samą. No i zainteresowało się nią dwóch chłopaków. Ja nie zwracałem na to uwagi, bo nie kontaktowałem zupełnie. No i nie udało mi się jej uchronić. Do tamtego dnia ja i Will byliśmy przyjaciółmi od tamtego czasu stara się uprztkrzyć mi życie.
-A co oni jej zrobili?-zapytałam
-Zabrali z klubu, zgwałcili, pobili i zostawili pół przytomną w lesie aja bawiłem się dalej bez świadomości tego co się stało. A obiecałem mu, że się nią zaopiekuję. Obiecałem.
Teraz miałam wrażenie, że jego oczy sa już bliskie czerni. Złość w nim się aż gotowała.
-muszę coś załatwić.-i wyszedł szybciej niz zdołałąm cokolwiek powiedziec.
Śledziłam przez okno każdy jego ruch. Z auta wysiadł jakis mężczyzna. To chyba był ten Will.Zaczęło się od rozmowy, poźniej była kłótnia. Zaniepokoiłam się. Nadal stałam w oknie i patrzyłam.
~Perspektywa Hazzy~
Chciałem wyjaśnić całą tą sytuację.
-Will musimy pogadać
-To samo chciałem powiedzieć przyjacielu-powiedzial ironicznie William
-No patrz co za zbieg okoliczności.
-Co robisz wtej okolicy?
-Na spacerze jestem. ładna pogoda jest.
-Nie wciskaj mi kitu-podniósł głos
-Nie wciskam.informuję
-A to ciekawe, bo gydybyś był na spacerze to nie wyszedłbyś z tego domu.-wskazał palcem dom Lou
Okej wyszedłem i co?Przeszukasz go?
-Być może...
-Nawet nie próbuj!-doszedłem niebezpiecznie blisko niego
-A bo co?-zapytał i uderzył mnie.
-Harry!-usłyszałem krzyk. To Lou.
-Wejdź do domu i zamknij wszytsko dokładnie!
-Chłopaki znajdźcie tą dziewczynę. Ale szybko, żeby nie zdązyła zamknąć drzwi. J asię zajmę nim.
Szybko zbiegłam na dół, żeby zamknąć drzwi wejściowe. Ale nie zdązyłam. Loczek nie zamknął ich w ogole gdy wyszedł z domu. Po chwili byłam w objęciach jakiegoś goryla. Wyszliśmy na dół i doszliśmy do Willa.
-A więc to u niej byłeś.
-Ręce precz od niej!
-Szkoda by było gdybyś stracił taki skarb...
-Tylko ją tknij.
-Wiesz jak narazie nic mi nie zrobisz...Jesteś za słaby.-podszedł do mnie i złapał moją twarz w dłoń.
Nie wiedziałam co zrobi. Pochylił się i szepnął mi do ucha: Harry to szczęściaż, że ma kogoś takiego jak ty.
-Ostrzegałem, żebyś nie podchodził.
Harry zaczął biec w naszą stronę. Will tylko odwrócił się. Usłyszałam strzał i zobaczyłam jak Harry upada na ziemię.
-Harry! Póść mnie!-ugryzłam dryblasa w dłoń i pobiegłam do loczka.
Zauważyłam na jego białej koszulce czerwoną plamę. Zaczęłam płakać.
-Jak mogłeś to zrobić? Nienawidze Cię!
-Chłopkai zwijamy się zanim ktoś nas zobaczy.
Po chwili ich nie było a ja byłam bliska utraty łez w oczach.
Gdy na ulicy było już zupełnie pusto Harry podniósł głowę i zapytał:
-Czy Will już pojechał?
-Pojechał...
-Och to dobrze-usmiechnął się i wstał jakby nigy nic się nie stało.
-Czy Will już pojechał?
-Pojechał...
-Och to dobrze-usmiechnął się i wstał jakby nigy nic się nie stało.
-Ale Harry...On strzelił ty upadłeś..Ja...Myślałam, że trafił.-rozpłakałam się jeszcze bardziej.
-Nie martw się zawsze mam przy sobie torebeczkę czerwonej farby. Nie trafił we mnie. Ja chciałem Cię obronić, bo wiedziałem, ze jak zobaczy, ze mi coś jest to odjedzie.
-Nie martw się zawsze mam przy sobie torebeczkę czerwonej farby. Nie trafił we mnie. Ja chciałem Cię obronić, bo wiedziałem, ze jak zobaczy, ze mi coś jest to odjedzie.
-Kochanie. Księżniczko nie płacz już proszę.
-Ale...Ja...Nie rób tego więcej.Proszę.
-Obiecuję, że więcej tego nie zrobię.-pocałował mnie w głowę.
-Ale...Ja...Nie rób tego więcej.Proszę.
-Obiecuję, że więcej tego nie zrobię.-pocałował mnie w głowę.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz