Krzyczałam ile miałam sił w płucach. Postanowiłam wysiąść z auta i nie zważając na nic pobiegłam w stronę domu. Biegłan ile sił w nogach, które okazały się za małe, aby dobiec do domu przed jednym ze wspólników Willa. Poczułam tylko jak wielkie łapy zaciskają się na moim brzuchu wiążąc mi ręce i jednocześnie ograniczając ruchy.
-zostaw mnie!-krzyczałam machając nogami
-bądź cicho. Twój chłoptaś i tak już wie, że tu jesteśmy.
Zakrył mi usta dłonią. Słone łzy spływały po moich policzkach. Nagle w drzwiach stanął Harry. To był mój moment. Kopnęłam faceta w krocze, po czym ten skulił się a ja pobiegłam do Harry'ego i wtuliłam się w niego.
~Harry~
Przybiegła do mnie. Twarz miała mokrą od łez. Nie mogłem na nią patrzeć, gdy płakała, bo sam nie mogłem utrzymać spokoju.
-zrobili Ci coś?-zapytałem
-nie nic...ja po prostu... Oh Harry-rozpłakała się jeszcze bardziej.
-czemu mieszacie w to ją?!-krzyknąłem-ona przecież nie zawiniła!
-ale trzyma się z Tobą, więc Will też jej nie lubi-prychnął dryblas
-on nie wie jaka ona jest! Widział ją tylko raz
-i jemu to wystarczy. On nie lubi takich typów-podszedł i złapał jej brodę w rękę.
Teraz stało się to, czego w ogóle się po niej nie spodziewałem.
Tak po prostu uderzyła faceta otwarta dłonią w twarz. On aż się przewrócił. Jego policzek był siny, a z nosa pociekła mu krew. Chciał się podnieść, ale Lou podeszła i kopnęła go. W końcu wstał patrząc na nią że strachem w oczach i uciekł. A ona otrzepała ręce i spojrzała na mnie triumfalnie:
-no w końcu trzymam się z Tobą misiu-mrugnęła i cmoknęła mój policzek.
-teraz to mnie zaskoczyłas...-tylko tyle dałem radę z siebie wydobyć.
-poczekaj chwilę mam jeszcze jedno do zrobienia.
Podeszła do krzaków, odsunęła gałązki i usłyszałem jak krzyczy:
-i powiedz szefunciowi, że z kobietami się nie zadziera!
Zaśmiałem się. No tak z takimi kobietami to na pewno nie. Wziąłem ją za rękę i poszliśmy do samochodu.
~Louise~
-wiesz myślałem, że będzie Ci potrzebna jakaś ochrona i dzwoniłem w tej sprawie do przyjaciela, ale widzę, że to nie będzie potrzebne-zaśmiał się chłopak.
-kiedy kobieta widzi, że coś grozi jej, albo jakiemuś jej bliskiemu to budzi się w niej istny diabeł-mrugnęłam
-po tym co zobaczyłem, nie wątpię-przyciągnął mnie i pocałował w głowę.
Teraz nie bałam się spotkania z żadnym z pomocników Willa. Bardziej bałam się spotkania z nim samym.
-Harry a tak w ogólnie, to gdzie masz zamiar mnie wywieźć?
-nie wywoze Cię, tylko jadę tam z Tobą-zaśmiał się
-no to...gdzie jedziemy?
-do mojego dobrego znajomego.
-jak ma na imię?
-Zayn
-bardzo ładnie. Tak tajemniczo-zachwyciłam się
-A Harry nie jest tajemnicze?-zrobił smutną minkę
-no jest jest-uśmiechnęłam się.
Zaczęłam ziewać. Moje oczy same zaczęły się zamykać. Po chwili poczułam, jak Harry przykrywa mnie swoją kurtką. Oparta o szybę w samochodzie zasnęłam.
~Harry~
Chciała coś mi jeszcze powiedzieć, ale każda próba wypowiedzenia jakiegoś zdania kończyła się przeciągłym ziewnięciem. Zaśmiałem się.
-już nic nie mów-powiedziałem, ale ona chyba już tego nie usłyszała, bo zapadła w głęboki sen.
Rozmyślałem nad tym, co stało się przez ostatnie dni i uznałem, że coraz bardziej mnie zaskakuje. A znałem ją tak naprawdę kilka dni, bo nigdy ze sobą nie rozmawialiśmy. Aż boję się, co odkryje za rok albo dwa. Zacząłem śmiać się w sumie sam z siebie. Postanowiłem jednak skupić się na drodze i uważać, czy nikt za nami nie jedzie.
W międzyczasie spoglądałem na Lou. Jak ja uwielbiam się jej przyglądać. Jest taka słodka kiedy śpi.
~Louise~
Zasnęłam bardzo szybko. Dość długo nie miałam żadnego snu. Nagle zaczął pojawiać się obraz. Siedziałam na ziemi z zabandażowaną nogą. Spojrzałam w górę i zobaczyłam Willa uśmiechającego się przyjaźnie i wyciągającego rękę w moją stronę.
W oddali widziałam Harry'ego, który krzyczał, abym nie podawała mu ręki. Nie kontrolowałam tego co robię. Zawahałam się, ale podniosłam dłoń i podałam ją Will'owi. Zauważyłam tylko jak Harry patrzy na mnie a jego oczy robią się ciemne. Mimo to nie wybuchł złością, tylko po jego policzku spłynęła jedna łza. Po moim też, bo nie wiedziałam, co robię. Zrobiłam to...Zgodziłam się współpracować z Will'em i jednocześnie odrzuciłam Harry'ego i jego miłość. Obudziłam się momentalnie. Zaczęłam płakać. Harry zahamował samochód, a ja przytuliłam się do niego.
-Przepraszam Harry...
-Za co?
-Ja nie chciałam...
-Ale co się stało?
-No bo ja wolałam Willa od Ciebie...
-Co za głupoty. To był tylko sen spokojnie-uspokajał mnie.
-Tylko sen?Napewno?
-Napewno.
-To dobrze. Idę spać dalej. Kocham Cię
-Ja Ciebię...też...
~Harry~
Nie mogę w to uwierzyć...Ona powiedziała, że mnie kocha! Jestem taki szczęśliwy! Gdyby auto nie było zatrzymane pewnie teraz wylądowalibyśmy na drzewie. Ale to nie ważne, bo auto stoi a ona mnie kocha!
-Dobra ochłoń stary...-zaczerwieniłem się, bo stało się to, czego nie chciałem. W moich spodniach pojawiło się wybrzuszenie.
-No tak...-pomyślałem i wysiadłem z auta, żeby chwilę odetchnąć.
Po kilku...a może kilkunastu minutach wróciłem do samochodu i kontynuowałem jazdę. Chciałem jak najszybciej znaleźć się na miejscu i w spokoju położyć się spać, bo dotychczasowe drzemki niewiele dawały.
Po kolejnej godzinie jazdy uznałem, że nie ma to sensu i zatrzymamy się w jakimś motelu. Podjechałem na parking i zaparkowałem auto. Zamknąłem je, bo poszedłem zapytać, czy są wolne miejsca a nie chciałem budzić Lou. Na szczęście okazało się, że miejsca są, ale pokój dwóosobowy z jednym łóżkiem... Musiałem się zgodzić. Innego wyjścia nie miałem.
Zszedłem po dziewczynę, wziąłem ją na ręce i powoli weszliśmy na górę.
No tak. Teraz miałem inny problem. Oto mój plan:
1.Położyć ją do łóżka
2.Nie obudzić jej
3.Położyć się obok
4.Nie umrzeć do kolejnego dnia
Taak ten plan był kompletnie nierealny.
No ale musiałem wcielić go w życie. Delikatnie położyłem Lou na łóżku.
-Co się dzieje?-zapytała nieprzytomna
-Nic nic kładę Cię spać...
-No to rozbierz mnie.Ja nie mam siły.
"Nooo jasne może jeszcze mam iść z Tobą pod prysznic"-pomyślałem-"no tak poza tym to po rozebraniu Lou mi się prysznic przyda...".Odezwał się ten głupi głos w mojej głowie.
Ściągnąłem Lou spodnie, później koszulkę. Leżała w samej bieliźnie ot tak. A głos w mojej głowie nie przestawał mi dogadywać. Czułem, że moje bokserki robią się coraz bardziej ciasne. Uznałem, że będzie lepiej jak od razu pójdę pod prysznic.
Zrzuciłem z siebie ubrania i wszedłem do kabiny. Od razu odkręciłem kurek z zimną wodą. Co ja mówię ona była lodowata! Przynajmniej tak mi się wydawało, bo jak dla mnie była zbyt ciepła. Siedziałem tam dobre pół godziny z głową spuszczoną w dół. Pozwalałem, aby woda spływała po mnie swobodnie.Już chciałem wyjść spod prysznica, lecz ztrzymałem się nagle. W łazience jakby nigdy nic siedziała sobie Louise.
-co ty tu robisz?
-Siedzę-i uśmiechnęła się szeroko.
-Ale wiesz...jestem nagi chcę wyjść.
-A ja chciałam wejść i...jestem prawie naga-przygryzła wargę
-No to co...zapraszam-pokazałem jej kabinę i uśmiechnąłem się
Nie teraz stało się to, czego nie chciałem...
-Świerze ręczniki!-tak załamałem się...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz